Poniższa Saga opisuje wydarzenia z poprzednich gier i daje pewne wskazówki dla uczestników oraz samej gry URANIUM MINDS.

***

Zorza czerwonego nieba, powolny, orzeźwiający wiatr, zbliża się zmierzch. Jedynie komary czują się szczęśliwi krążąc wkoło i szukając ofiarę, by ssać krew. Nawet dym płonącego ogniska nie odstrasza ich.

Plask.

– Oto kolejny krwiopijca na moim koncie, rzekł stary stalker strząsając resztki owada ze swojej łysiny oświetlonej zachodzącym słońcem.

– Szkoda, ani skóry z niego zdejmiesz, ani warta uwagi zakąska z niego. Uczeni też nie dają niczego za takich małych, choć mówili, że za słoiczek z żywymi komarami może i dadzą jaką apteczkę. Oni tak żartowali, czy mówili poważnie, tak i nie zrozumiałem.

Siedzący obok stalkerzy parsknęli, a jeden nawet się uśmiechnął. Dawno kto widział uśmiechającego się stalkera w Zonie. Taki z uśmiechem na twarzy szybciej złapie pocisk w zęby, bo inni będą mieli podejrzenia, że ma dobrego chabara, albo jest dotknięty psi polem.

Z głębi lasu dotarły odgłosy łamiących się gałązek, ledwo słyszany szept i ciche przeklinanie.

Stalkerzy z niepokojem się rozejrzeli. Wzrok wszystkich zatrzymał się na starym stalkerze, a ten spokojnie przysłuchał się do szumu i zrelaksowany rzekł:

– Świeże mięsko w zonie.

Chwilę później zza krzaków wynurzyła się głowa, a po chwili i cały stalker. Próbował iść cicho, miękko stawiając stopę od pięty. Niepotrzepany, z plecakiem, który jeszcze nie widział wyzwań Zony oraz prawie nowym pistoletem.

Stalkerzy znajdowali się zaledwie kilka metrów od przybysza. Wybrali dobre miejsce na odpoczynek, w małym wąwozie, porośniętym wysoką trawą, która została po zimie, więc młody nawet nie podejrzewał, że w pobliżu są inni ludzie.

– Może nabijemy się z niego. Zaproponował jeden.

Wziął mały kamyk i rzucił go w pobliżu młodego stalkera. Gdy nowy usłyszał szum, zamarł na miejscu. Powoli przykucnął, skierował pistolet w stronę dźwięku i zaczął czekać z niepokojem. Po dobrych pięciu minutach rozluźnił się i znów ruszył naprzód. Nie zauważył też o wiele większego kamienia, który został rzucony mu nad głową i trafił w starą gałąź, sprawiając wrażenie, że ktoś na nią stąpił. Tym razem młody nie zatrzymał się, lecz popędził w przeciwną od dźwięku stronę, prosto w kierunku przyczajonych stalkerów.

Przeskoczył krzaki i omal nie wpadł w ognisko. Stary stalker wnet chwycił go za łokieć, położył go na łopatki i przystawił nóż do szyi.

– Kto ty? Skąd? Co masz dobrego? Masz cukierki? Gdzie trzymasz chabar? Pieniądze na stół, jeśli chcesz żyć!

Mały zaczął coś mamlać. Próbował coś powiedzieć, ale dźwięk przypominał mycie krowy. Nikt nie rozumiał, co chciał powiedzieć. Oczy mu biegały od jednego stalkera do drugiego. Stary stalker uśmiechnął się i puścił przybysza.

– Siadaj i uspokój się. My nie bandyci. Jeśli trzeba zmienić majtki, odejdź dalej, bo zapach może przywabić obcych.

Stalkerzy znów siedli przy ogniu. Nowy wciąż leżał, nie zdając sobie sprawy, co się tylko zdarzyło i nie wiedząc, jak się zachować dalej.

Po dobrych dziesięciu minutach wstał, obejrzał wszytskich stalkerów jeszcze raz, przkonał się, że nikt nie zwaraca na niego większej uwagi i usiadł przy wszystkich. Wybrał butelkę wódki z plecaka i postawił na trawie przy ognisku. Stalkerzy nerwowo patrzyli jeden na drugiego.

– Młodzieńcze, czy wiesz, że w Zonie jest suche prawo? Za importowy alkohol teraz wysyłają z Zony do więzienia na wielki ląd. Teraz możesz spokojnie pić piwo tylko w barze, bo barman płaci „daninę” za alkohol wojsku. A jeśli wojsko złapie w Zonie, to nic nie pomoże, nawet łapówki.

– Nie, nie wiedziałem. Ja tylko pierwsza doba, jak jestem w Zonie. Ledwo udało mi prześlizgnąć się przez wojsko, gdy ukrywali się przed wyrzutem. Udawałem fotografa z czasopisma, nawet mam pozwolenie na robienie zdjęć w obszarze bazy.

– Nie opowiadaj nam swojej historii, trzymaj ją przy sobie, nam i bez tego „wesoło” się tu żyje.

– Przybyłem tu by szukać Oazy i jej bogactw, więcej nic mnie nie interesuje.

– A kto jej nie szuka? Niestety, tylko nikt nie może jej znaleźć. Tylko chodzą pogłoski i legendy, że jak już znajdziesz, będziesz mógł żyć jak król do końca życia. Podobnie jak w przypadku anomalii Teleportu, wszyscy wiedzą, że gdzieś jest, ale nikt go nie znalazł. A nawet jeśli komuś uda się, nie wiadomo, czy będzie znał co z nim robić.

– Ja go znalazłem, – zabrzmiały słowa z mroku.

Stalkerzy, którzy przed chwilą siedzieli spokojnie, już skoczyli na nogi z bronią w rękach, gotowi powalić wszystko, co by się poruszyło. Na łbach widoczne były krople zimnego potu, palce pobladły od napięcia, broń jakby ożyła i szukała ofiary. Nowy siedział na miejscu, nie rozumiejąc, co się dzieje i nawet nie zdążył zareagować.

– Kto tu? Pokaż się!

Całkowitą ciszę przerywało tylko brzęczenie komarów. Słychać nawet było płomień tlącego się ognia.

– Opuśćcie broń, – rzekł stary stalker, – jeśli ten, kto to powiedział życzyłby nam złego, już dawno by spełnił swoje intencje.

Stalkerzy opuścili broń i rozejrzawszy się z niepokojem, znów zajęli swoje miejsca przy ogniu. Na szczycie nasypu poruszyły się porosty i mech. Jak spod ziemi wyszedł jeszcze jeden stalker, lekko zeskoczył, położył swój snajperski karabin na ziemię, wziął butelkę i łyknął wódki prosto z niej.

– Witaj, Tropicielu. Co nowego? – rzek nieznajomy.

– Chłopaki, to Kieł, dobry facet, jeśli powie, że był gdzieś lub znalazł coś, uwierzcie mu. Poznałem go z głosu, ale nie od razu. Jak długo tu jesteś?

– Czekałem na was przez pewien czas, chciałem wyjść, ale usłyszałem jak nowy przebiera się przez las, że nawet głuchy Snork by go usłyszał. Jak podróż? Przyniosłeś wszystko, o co prosiłem?

– Tak tak, kilka apteczek od naukowców, racje żywnościowe, pociski, filtry do masek gazowych.

Tropiciel wybrał z plecaka paczkę i podał Kłowi.

– Tak mówiąc, podróżowaliśmy z piosenką, przy dawnej bazie bandytów spotkaliśmy Izloma. Dogadaliśmy się, bezpiecznie nas odprowadził. Pół kilo cukierków.

– To znaczy, że w najbliższej czasie nie będzie ani Snorków ani Pijawek. Dobrze wiedzieć.

Kieł zdjął z pasa pojemnik do artefaktów i podał go tropicielowi.

– Myślę, że to zrekompensuje twoje wydatki, znajdziesz parę Kropelek, Kryształów i Kamień Duszy. Sam wiesz, nie lubię chodzić tam, gdzie dużo ludzi. Im ich więcej, tym Zona jest bardziej aktywna, tym więcej śmierci. A jeszcze wolę pożyć na tym świecie. Opowiedz, co nowego, bo po tym, jak pomogłem Stalkerom „wynieść” wojskowych z powrotem za granicę Zony, byłem na wielkich bagnach, to nie wiem, co tu się dzieje.

Tropiciel wykaszlał się, wybrał fajkę i zapalił.

– Nawet nie wiem, z czego mam zacząć. Zamiast bazy wojskowych Powinność pomogli Barmanowi znowu odbudować bar, a sami osiedlili się niedaleko. Wtedy, w ich bazie było wydarzenie, teraz tam radioaktywna zona i chowają się w samym barze. Wolność przesunęli swoją bazę bliżej Czerwonego Lasu, mówią, że w pobliżu dobra trawa rośnie. Sidorowicz bez stałego miejsca wędruje ponad rok, nie zatrzymuje się w jednym miejscu. Visva – dowódca bandytów chwalił się, że ma kawał krzyształa spełnienia życzeń, który ktoś ukradł, później on też znikł, może wyszedł szukać, czy co. Od tego czasu bandyci rozdzielili się, każdy zaczął się zajmować czymś swoim. Teraz są jeszcze bardziej niebezpieczni. Już chodzą plotki, że Visva wrócił i próbuje narządzić porządek. Gdzie ich teraźniejsza baza, nikt nie wie. Starego prapora Zadova wyeliminowali, ten uciekł z Zony. Wojskowych Stalkerów postrzelali, kto został żywy, wycofali się do Zony, zaatakowali bazę naukowców. Mówią, że jednego wzięli do niewoli. Kto został żywy po rzeźni, pracują dla tych, kto płaci. Prawda, czy nie, ale słyszałem jak uczeni mówili, że Zadow domówił się z kimś z Wielkiego Ziemi, teraz planuje wrócić do Zony i będzie przeprowadzał nielegalne badania. Tak mówiąc, wszystkich Wojskowych Stalkerów teraz nazywają najemnikami. Wolność próbowali zmontować urządzenie, aktywując które Zona się poszerza i zmniejsza się jej agresywność. Jak Powinność dowiedzieli się o tym, wysadzili w powietrze mini bombę atomową, zrobioną z pozostałości reaktora. Mieli nadzieję, że powstrzymają Zonę. W wyniku eksplozji obu urządzeń Zona się rozszerzyła i w ciągu roku było tyle radiacji, że z bunkra bez maski gazowej niemożliwe było wyjść. Strajkowały wszystkie urządzenia elektroniczne, ARM nie działał, mapy zmieniały się po każdym wyrzucie, było niemożliwe przejść. Wtedy wojskowi rozproszyli po całej Zonie proszek, który zmniejszył radiację, ale nie wiadomo, jak długie będzie jego działanie.

Głos Tropiciela stał się niby pisk zardzewiałego metalu, wyciągnął rękę w kierunku butelki wódki i po dobrym łyku chciał kontynuować swoją opowieść, ale Kieł podniósł rękę, wstał i znikł w mroku niby dym. Wkrótce wrócił i spokojnie usiadł przy ognisku, wrzucił kilka pałek:

– Naciągnąłem pułapki, teraz nikt nie zbliży się niezauważony bliżej niż na 20 metrów. A ty mów dalej, dużo co się zmieniło…

Jesienią porządkowali starą bazę naukowców. I przez przypadek do Zony uciekł eksperymentalny Snork, mówią, że samica. Warto w to uwierzyć, bo po tym wypadku, snorków było więcej niż stalkerów. Teraz ich o wiele mniej, może pozdychali z głodu. Jesienią wojskowi też byli bardzo aktywni, wszędzie ich było pełno, mówią, że wprowadzili jednostkę specjalną. Nikomu nie dawali żyć spokojnie. Mówią także, że miejscowi podkupili wojskowego i dostali miny, to dalsze ścieżki teraz są zaminowane. Jak zgubili kilka samochodów, wojskowi teraz patrolują pieszo, ale teraz nie boją się iść w las, ale dopiero jak otrzymają rozkaz i tylko jeśli widzą coś interesującego. W Zonie coraz częściej można spotkać Czarnego Stalkera, grupa wolnych nawet utworzyła swój klub „fanów” wokół niego. Strasznie, by to nie przerosło w jaką sektę. Wszyscy szukają tej przeklętej Oazy i teleportu. Wskazówek dużo, ale kurcze, nie ma niczego prawdziwego. Czy ktoś plotki puścił, czy wysyłają stalkerów na podstęp.

Ciemne niebo, w dali słychać odgłos helikoptera. Zbliżał się, a według kierunku można było przewidzieć, że leci w centrum Zony w stronę wielkich bagien. Od czasu do czasu migotało sygnalizacyjne światło helikoptera, wydalając jego pozycję. Nocną ciszę przytłoczył ostry dźwięk. Niebieska błyskawica uniosła się z ziemi i uderzyła prosto w helikopter. Ten spłonął, jego ogon ogarnięty płomieniem upadł w dół, a pozostała część zaczęła się obracać jak wiatrak i powoli zbliżała się ku ziemi. Kilka chwil i wybuch informował, że przednia jego część także spadła.

Wszyscy stalkerze stanęli na nogi i próbowali zobaczyć, co się dzieje w niebie, a Kieł patrzył w lornetkę noktowizyjną.

– Tylko nie mów… – powiedział Tropiciel drżącym głosem.

– Tak, Monolit wrócił.

– Nie może być, przecież kamień spełnienia życzeń zniszczony przez eksplozję, a stalkerzy roznieśli jego po kawałeczkach kto gdzie.

– To prawda, ale nikt nie powiedział, że kryształ może wpłynąć na świadomość jego właściciela. Podejrzewałem, ale nie miałem dowodów. Jeśli zebrali z ułamków kryształów jeden większy, działanie takiego będzie znacznie silniejsze. A broń Gaussa też mało kto widział, a jeszcze mniej ludzi trzymało go w rękach. Jedni z nich byli Monolitami. Wszystko wstaje na swoje miejsca. W Czerwonym lesie nie raz uderzyłem się w ściane Psi, gdzie mózg zaczyna wrzeć. Myślę, że tam mogą być resztki monolita. Teraz, Gauss strzelał nie w coś, a konkretnie w samych wojskowych. Trzeba jak najszybciej zorganizować poszukiwanie i przeczesać miejsce katastrofy. Lornetka noktowizyjna pozwoliła dostrzec, że z helikoptera spadły jakieś świecące rzeczy, nie wiem co to, ale byłoby dobrze jak najszybciej je znaleźć. Jeśli to Monolit, trzeba czym prędzej zorganizować masowe poszukiwanie i zgromadzić wszystkich do wspólnej walki, przynajmniej obrony.

Tropiciel zaczął tak przeklinać, że nawet stary kapitan statku zaczerwinił by się ze wstydu. Plunął na ziemie, a w oczach widać było strach i spokój. Patrzyły na Kła pytająco.

– Co robimy?

– Najpierw pójdę na miejsce katastrofy. Tobie daję swój talisman – kieł. Odnieś go Sidorowi czy dla Barmana. Oni swoją skórę cenią najbardziej. Będą wiedzieli, co z nim robić. Jeszcze ci daję swój Kompas, on pokazuje to, czego potrzebujesz, także kopertę z mapami i znakami. Jak czytać, powiem ci później. USB i dyskiety z kodami labaratoryjnymi – rozdaj swoim stalkerom i powiedz, by wracali do Baru po jednemu, różnymi drogami. Stamtąd wezwij wojsko i uzgodnijcie, co robić dalej. Wszystka informacja w twoich rękach. Nie wierzę w los, więc nie będę ci życzył powodzenia. Odczekajcie pół godziny po moim wyjściu i wtedy ruszajcie, lub bezpiecznie czekajcie poranku, żeby nie trafić na jakie pułapki.

Powiedziawszy to, Kieł zniknął w ciemności. Tropiciel rozłożył wszystkie przedmioty, włożył je do woreczków i rozdał stalkerom.

– Nowy, chcesz zarobić? Weź paczkę i przy pierwszych promieniach słońca idź do baru „100 rentgenów”, Barman nakarmi i naleje, może jeszcze i dopłaci.

Upłynęło kilka godzin jak wyszedł Kieł, nie było słychać żadnych wystrzałów. Znaczy, wszystko w porządku. Wkrótce zacznie świtać. Do ucha dotarł ledwie słyszalny dźwięk dzwonka. Tropiciel:

– Co to kurwa jest?…….

Updating…
  • No products in the basket.